Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.
Moja twarz w twych oczach;
Twoja w mych się jawi.
Dwojga serc prawość;
W twarzach się odbija.
To co umiera -
Nie równo rozdano.
Gdy miłość jest jednością...
Gdy jedno drugie podobnie miłuje -
żadne nie słabnie i żadne nie skona.

21 marca - pierwszy dzień wiosny... to jest proste i jasne dla każdego, lecz... nie dla mnie. Dlaczego?
Ponieważ:
+ od paru dni chodzę z uśmiechem na twarzy;
+ promieniuje odemnie dobra energia
(wskazówka: zakładać okulary przeciw słoneczne) ;
+ a co gorsza - zakochuje się...
Jednym słowem - wiosna już do mnie przyszła i to jak trzej królowie - z naręczem prezentów.

Nie jestem wzorem cnót.
Bywam próżna, małostkowa, i miewam tajemnice. Czasami mam ochotę się z nich wyspowiadać. A potem mi przechodzi. Nie wszystko w życiu zrobiłam ładnie, ale - szczęście w nieszczęściu - dość dyskretnie. Przyjmuję to za okoliczność łągodzącą.
Świat w którym nikt nie ukrywałby niczego, w którym wszystkie myśli byłyby od razu wypowiadane na głos a chęci wprowadzane w czyn i omawiane, byłby zapewne ucieleśnionym koszmarem. Każdy ma w sobie jakąś strefę niejawną, i może dzięki temu związki stają się tak emocjonujące?

Czasem się zastanawiam, czy moja ciekawość nie jest czymś w rodzaju natręctwa, ale ostatecznie wolę ją błogosławić, bo dowodzi że palą się we mnie w końcu jakieś siły życiowe. Wystarczy że pomyślę że coś się więcej nie zdarzy i mam gotowy argument żeby się w to wpakować. Wystarczy że lekko pociągniesz mnie za warkoczyk, a dowiem się więcej niż się spodziewasz, i na pewno zajrzę gdzie nie trzeba.
Z ciekawości potrafię się zachować nieładnie, czasem niemoralnie, czasem niebezpiecznie. Ale przecież najlepsze historie są zawsze tam gdzie przyzwoite panienki nie bywają.

Znowu jestem. Z długiej podróży po której odechciewa się wszystkiego: szkoły, przyjaciół, miłości niedoskonałej, imprez, nie swojego trybu życia, nie swojej muzyki... Czasami ferie są tylko po to żeby można było docenić święty spokój. Ma to wiele zalet, choć może nie na pierwszy rzut oka... ;)

Moja świetlana przyszłość nadeszła. I jak zawsze, podle, potraktowałam to jak oczywistość.
Mogłabym wyliczyć na palcach momenty, kiedy zrealizowanie jakiegoś planu dało mi dziką niepohamowaną frajdę, taką jaką sobie wyobrażałam. Zazwyczaj jest się wtedy... nie wiem, zbyt zmęczonym? Najlepsze co ma dla nas przyszłość to czekanie, trzymanie kciuków, marzenie, planowanie, wyobrażanie. Przyszłość dotknięta staje się odczarowana. Dlaczego w młodych ludziach jest tyle wiary, tyle życia, energii, soków i pieprzu? Bo prawie całe ich życie to przyszłość. Nic nie jest, a wszystko może być.

Do dziś mi się śni. Czasami na ulicy widzę kogoś podobnego, i chociaż wiem że to nie on, to przez chwilę robi mi się duszno, kiedy przez tętnice przepływa nagła fala krwi. Czasem śni mi się tak pięknie, że budzę się z jakąś nostalgią i przez cały dzień noszę w sobie ten dziwny stan, jakby tęsknotę.., ale to było tak dawno, że w tym wspomnieniu nie ma już prawie nic prawdziwego, więc co to za tęsknota?
Zasłużył sobie na to, żebym go przeklinała. Czasami go przeklinam. Czasami za nim tęsknię.

Jestem sama na skrzyżowaniu
Nie jestem w domu, moim własnym domu
I spróbowałam, i spróbowałam powiedzieć co jest w moim umyśle
Powinieneś był wiedzieć
... teraz jestem wypełniona wiarą w ciebie
Nie wiesz co czuję
Jestem więcej niż kimś za kogo mnie brałeś
Walczyłam za twoim głosem myśląc że dałeś go dla mnie
Ale teraz musze znaleźć mój własny..

Obecnie francuska jest przytłoczona górą spraw, obietnic, książek, itp... Obiecałam sobie, że tego blogu nie pożuce, a tak naprawdę... heh, wstyd się przyznać... zapomniałąm sobie o nim. Lecz pomyslałam, że dodam kilka zmian, by było ciekawiej. Tym samym narazie nowy layout, ale za kilka dni cały blog sie przeistoczy w coś nowego i mam nadzieje, ciekawego...

Czy uwierzylibyście mi, gdybym napisała teraz, że jakiś czas temu byłam w ciąży, ale dziecko usunęłam?
A gdybym napisała, że jestem transwestytą? Że zmieniłam płeć, bo czułam i myślałam jak wy - kobiety, ale moje ciało sie z tymi myślami kłóciło?
Czy uwierzylibyście, że nigdy nic, co wam napisałam, nie było prawdą?
Że moi rodzice zginęli w wypadku drogowym, a ja tułałam się po domach dziecka?
Czy uwierzylibyście, że kradnę, ćpam, puszczam się?
Że w oczach mam nienawiść i tak naprawdę chciałabym, abyście wszyscy pocałowali mnie w cztery litery?
Że nie potrzebuję niczyjej litości, gdy jest mi źle, ani niczyjej radości, gdy osiągam sukces?
Czy uwierzylibyście, gdybym napisała...
Nie jestem wylewną kobietą. Nie lubię trąbić naokoło o swoich uczuciach. Bardzo trudno jest mi również powiedzieć coś ważnego najbliższej osobie. Takie trochę męskie hormony we mnie siedzą. Dlatego...
Nie powiem rodzicom, jak bardzo ich kocham i jak cieszę się, że jestem właśnie ich córką.
Ale ugotuję obiad, pozmywam naczynia i zrobię te głupie zakupy. Żeby wiedzieli...
Nie wiedzą, że tak naprawdę każda kłótnia jest dla mnie wzmocnieniem, prędzej czy później wyciągam z niej pozytywne wnioski. Nie wiedzą, że budują we mnie mury niezdolne do zniszczenia przez przeciwności losu. Nie wiedzą, bo nigdy im tego nie powiedziałam.
Nie umiem.
Słowa zawsze wyprzedzone są przez łzy, które uniemożliwiają mowę. Taka jestem.
Kiedyś były kawiarenki, w których młodzi spotykali się na randkach.
Dzisiaj też są kawiarenki... internetowe. Wśród tych kabli - łączy, nie ma miejsca na dawną nutkę romantyzmu.
Kiedyś dziewczyny marzyły o księciach z bajki, na białym rumaku.
Dzisiaj też marzą o księciach, a najlepiej, żeby towarzyszące im konie były mechaniczne i miały napęd na 4 koła.

Piękna kobieta ma piękne oczy.
Atrakcyjna ma w nich błysk, który zwala panów z nóg.
Piękna kobieta ma małe zgrabne uszy.
Atrakcyjna umie słuchać.
Piękna kobieta ma wymiary modelki.
Atrakcyjna – figurę klepsydry mimo wagi, jakiej wstydziłaby się każda rasowa modelka.
Piękna kobieta ma białe równe zęby.
Atrakcyjnej uśmiech nie schodzi z twarzy.
Piękna kobieta ma szczęście od natury.
Atrakcyjna to szczęście sieje wokół.
Na piękne kobiety chce się patrzeć.
Atrakcyjne chce się mieć.
I tyle mi wystarczy. Ta mała świadomość, prosty kontrargument na wszelkie wywody, że piękne kobiety są nieszczęśliwe, samotne i sztuczne.
Nie interesuje mnie zbytnio, jakie życie prowadzą piękne kobiety. I nigdy nie będzie, bo być piękną kobietą jest bardzo trudno.
Atrakcyjną wręcz przeciwnie.
Polecam!
Kobieta określenie osobnika płci żeńskiej z rodzaju Homo. Różni się od mężczyzny budową morfologiczną i anatomiczną oraz zachowaniem. Jest zdolna do rozrodu przez cały rok, co wyróżnia ją spośród większości samic ssaków. Myślimy sobie: ideał? Nie sądzę, bo nie istnieje.
Patrząc na okładki różnych czasopism widzimy piękne kobiety, przeważnie nasze ideały, osoby do których chodź w 10% chcemy być podobne. Myślimy sobie: przyszła taka dziewczyna na sesję fotograficzną. Ubrała się w to, co przyniosła jej stylistka. Przeważnie są to ubrania (lub coś co je przypomina), w których wychodząc na ulice zostałybyśmy od razu wyśmiane i obrzucone wielką krytyką, ale w czasopismach tak nie jest… liczy się marka: Dior, Gucci, Versace, Armani, Zień, etc. Następnie modelce przypudrowano nosek, żeby nie lśnił jak miejska latarnia i pomalowano usteczka. Stanęła przed panem fotografem i PSTRYK! Gotowe. Wieszaczek dygnął, dostał wysokie honorarium i sobie poszedł.
Zaś w rzeczywistości wyglądało to tak: młoda dama przez dwie godziny była malowana i czesana. Została przyodziana w ciuchy. Asystent fotografa przez następnie kwadranse ustawiał światło, żeby owa pani była podobna do czegoś, a fotograf zrobił rolki zdjęć, z których wybrano jedno, jedyne. I nad tym wyjątkowym przez kilkanaście godzin pracował sztab grafików komputerowych, aby tu wyszczuplić tam wydłużyć, a także skorygować pryszcze, których makijaż nie zdołał ukryć. I w XXI wieku tak się pracuje nad KAŻDYM zdjęciem. Tak wygląda ideał, do którego każda dziewczyna się porównuje. Z ręką na sercu mogę przyznać, że kiedyś też tak miałam. Patrzyłam i myślałam: jak one to robią, że tak wyglądają?
Ostatnio gdzieś na jakieś młodzieżowej stronie przeczytałam, że pewna nastolatka pobiła rekord. Ważyła 45kg,a po świętach 47. I ma wielki problem! Co robić?! Taka otyłość! Patologia... Zapomniał wół, jak cielęciem był. A był.. i też kompleksy miał. Jak człowiek się rozwija, to niestety sobie rośnie, ale tak jakoś nierówno. Każdy jest inny i każdemu podoba się co innego. Na przykład taka Jennifer Lopez jest tłuściutką foczką, a pośladki ma jak kopiec kreta. I co? Wszyscy mówią o niej, że jest jedną z najseksowniejszych istot naszej części galaktyki.
Zasada jest prosta: chowamy co jest naszym zdaniem brzydkie, a pokazujemy co piękne i nie wierzyć we wszystko co takie niby nadzwyczajne i doskonałe. Małe też piękne! Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała: "Trzeba stuknąć palec o palec, a nie czekać na cud!". W pełni się z tym zgadzam.
[za tą parce zostałam nagrodzona oceną bardzo dobry] :)
Inni widzą jego zielone oczy.
Ja widzę jego wzrok pożerający mnie i każdy mój najdrobniejszy ruch.
Inni widzą jego kształtne usta.
Ja widzę usta, przez które przepływa milion pięknych i czułych słów. A których ja nie chcę - nie potrafię słuchać.
Inni widzą jego idealne zęby.
Ja widzę jego uśmiech na swój widok.
Inni widzą jego ciekawą fryzurę.
Ja widzę na jego głowie ciemny ocean włosów, który mogę przepływać swoimi dłońmi godzinami.
Inni widzą w nim nieestetyczny zarost.
Ja każę mu go zapuszczać.
Inni widzą jego ogromne i umieśnione barki.
Ja widzę ramiona, w których krzywda stać mi się nie może. Najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.
Inni widzą jego opalone, zgrabne nogi koszykarza.
Ja widzę nogi, które przeszły kilometry w poszukiwaniu szczęścia.
Inni widzą w nim zwykłe, niczym nie wyróżniające się męskie dłonie.
Ja widzę w nich ciepło, którym może ogrzać całe moje ciało. I widzę siłę, którą unieść potrafi wiele.

Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam nóg do ziemi. Ale są zgrabne, lekko umięśnione.
Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam rzędu pięknych, lśniących zębów. Są białe i równe, ale równocześnie matka natura obdarzyła mnie specyficzną "furtką" między jedynkami. Mówią, że dodaje mi uroku.
Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam głębokich niebieskich oczu. Są czekoladowe. Do czarnych włosów jakby idealne.
Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam ciała w kolorze pięknej opalenizny. Za to skóra jest gładka. I miła w dotyku. To ponoć fajne jest.
Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam standardowych wymiarów. Ale mam płaski brzuch, uwydatnione biodra i współgrający biust. Wszystko w odpowiednich proporacjach. Mimo, że nie idealnych.
Nie jestem ideałem kobiety, bo nie mam twarzy modelki. Mała kuleczka na końcu nosa, rumieńce, usta o murzyńskim kształcie... Mogłabym wymieniać bez końca.
Nieidealne kobiety mają wiele kompleksów. Trzymają je głęboko w środku. Tak, żeby inni o nich nie wiedzieli.
Nieidealne kobiety uśmiechają sie nad wyraz często. Choć pozornie nie mają powodów. Nie są przecież idealne.
Nieidealne kobiety mają cięty humor, błyskotliwe odpowiedzi, zadziorność i błysk w oku.
Nieidealne kobiety bawią i wzruszają ludzi w około.
DLATEGO...
Nieidealne kobiety bardziej się cenią i spotykają idealnych mężczyzn :)
Ale o tym niedługo...
Jak przystało na początek, grzecznie się przywitam. Chociaż z grzecznością to u mnie różne bywa. Ale mówią mi, że pozornie wyglądam na miłą, niech więc i tym razem tak wam się wydaje. Prawda i tak wyjdzie w praniu.
